Grudzień, 2017

now browsing by month

 

MONTESSORI – TO DZIAŁA!

Pod takim właśnie hasłem odbył się w przedszkolu konkurs literacki dla rodziców. Miejsce pierwsze, za wzruszającą i osobistą prawdę ujętą w oryginalne atrakcyjne ramy formalne, za precyzyjne operowanie słowem polskim, walory artystyczne oraz pełen porywów matczynej miłości i ciepła klimat wypowiedzi, jak też za przymioty merytoryczne pracy, w tym celne obserwacje na temat edukacji i wychowania montessoriańskiego, wraz z nagrodą w postaci zwolnienia z czesnego przez dwa miesiące oraz sesją zdjęciową dla córki Aleksandry otrzymała Pani Martyna Machaj-Porwolik. Drugie miejsce, za jasność wywodu i dbałość o słowo, jak również za merytoryczne przeprowadzenie dowodu na skuteczność metody Montessori w edukacji dzieci, wraz z nagrodą w postaci zwolnienia z czesnego za przedszkole przez jeden miesiąc oraz sesją zdjęciową dla syna Mikołaja otrzymała Pani Marzena Bagińska. Miejsce trzecie, za merytoryczną stronę pracy, jak również za walor szczególnej szczerości literackiej oraz poruszającą prostotę artystyczną, wraz z nagrodą w postaci sesji zdjęciowej dla córki Nadii podczas pracy własnej w przedszkolu otrzymała Pani Diana Porębska. Wyróżnienia w konkursie otrzymały następujące osoby: Pani Katarzyna Kamińska, Pani Jolanta Kryńska, Pan Tomasz Ożarowski oraz Państwo Dorota i Tomasz Szwajkowie.

Wszystkim uczestnikom konkursu serdecznie dziękujemy, a laureatom gratulujemy! Poniżej zamieszczamy zwycięską pracę, autorstwa Pani Martyny Machaj-Porwolik. Zachęcamy do lektury!

 

 

Lubin, 30.11.2017

Droga Mario,

 

Piszę do Ciebie ten list jako mama dwójki małych dzieci, piszę do Ciebie jako kobieta, wreszcie piszę jako Twoja uczennica, bo stale zgłębiam wiedzę, którą nam przekazałaś. Nie chcę tutaj przytaczać niezliczonej ilości mądrych pojęć i metod, które wprowadziłaś, usystematyzowałaś i skonstruowałaś w logicznie działającą całość. Ty jesteś przekonana, że to działa! Przecież dobrze wiesz, czym jest horne, chłonny umysł i jakie istnieją okresy wrażliwości w życiu naszych dzieci. Piszę więc ten list po to, by podzielić się z Tobą swoimi przemyśleniami na temat stworzonej przez Ciebie metodyki nauczania i jej skuteczności. Przypuszczam, że gdybyś mogła, chciałabyś usłyszeć rozważania matki żyjącej w XXI wieku – matki, która z każdym dniem rozumie coraz więcej dzięki Tobie. Pozwól, że rozpocznę, przytaczając fragment wiersza pewnego polskiego poety, Tadeusza Różewicza:

 

„Szukam nauczyciela i mistrza

Niech przywróci mi wzrok słuch i mowę

Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia

Niech oddzieli światło od ciemności”

 

Dokładnie tymi słowami mogłabym opisać to, jak się czułam, przygotowując się na przyjście na świat moich dzieci. Już kiedy były w brzuchu i czułam ich obecność pod sercem, zastanawiałam się, jak chciałabym je poprowadzić przez życie, jak mam pokazać im świat, jak go nazwać i uczynić im przyjaznym. Zarzucana z każdej strony przez media i prasę różnymi spojrzeniami na wychowanie, czułam się zagubiona. Sama potrzebowałam nauczyciela i mistrza, by móc stać się takowym dla własnych dzieci. Pierwszy raz zetknęłam się z Twoją metodyką dzięki przyjaciołom. Zaczęłam czytać, pytać i instynktownie poczułam, że to jest to, czego pragnęłabym dla moich dzieci. Dziś, od niedawna, zaprowadzam starszą córeczkę właśnie do przedszkola Montessori.

Jako początkująca matka w wielkiej montessoriańskiej rodzinie, ucieszyłam się bardzo, mogąc uczestniczyć w cichej podróży. Pozwoliło mi to odkryć przyjazny świat niejako skrojony na miarę młodego człowieka. Spacerując ze świeczką po zanurzonej w mroku klasie, zrozumiałam, jak czuje się dziecko przekraczając próg nieznanego miejsca. Wiesz co poczułam, gdy Pani Kasia usiadła obok mnie i zaprezentowała mi wybraną przeze mnie pomoc? Zaciekawienie. Zachwyt nad tym, że Twoje pomoce pomagają dziecku poznać matematykę poprzez zmysł dotyku chociażby. „Mogę dotknąć jedności… Mogę dotknąć jedności i poczuć w dłoni, że jeden to mniej niż pięć!”Nawet dla mnie to było jak małe odkrycie, ale jakie ważne stanie się to dla mojego dziecka. Uspokoił mnie sposób wyrażania, którym się posłużyła, abym zrozumiała, jak pracować z daną pracą. Był to język jasny, sprecyzowany i pełen zrozumienia. Nie poczułam się gorsza, że jeszcze nie znam tej pomocy. Była wreszcie ta wspaniała obserwacja i nieprzeszkadzanie, kiedy niczym małe dziecko z zachwytem przekładałam koraliki w dłoniach. „To musi działać!” – pomyślałam wreszcie z radością i ogromnym podziwem dla Ciebie, że opracowałaś te wszystkie pomoce. Z ciekawością spacerowałam po klasie biorąc do ręki kolejne materiały z życia codziennego, materiały historyczne, geograficzne i przyrodnicze. Już wiem, skąd moja Ola wie, że istnieją kijanki i dlaczego z taką dumą oznajmiła ostatnio: „Wiesz, Pluton nie jest planetą, mamusiu!”Zaplanowałaś każdą jedną pomoc z ogromną uwagą, dokładnością i zamiarem ułatwienia poznawania świata małym chłonnym umysłom. Aż trudno mi pojąć, jak wielką zostałaś obdarzona mądrością i intuicją, by stworzyć to wszystko…

Wiesz, co czuję, kiedy Ola zamyka za sobą drzwi i idzie do swojej klasy? Oczywiście czuję ogromną tęsknotę za nią, ale o wiele większy mam w sobie spokój i radość, że znajduje się ona właśnie w takim, a nie innym przedszkolu. Nie chodzi mi tutaj wcale o wywyższanie i poczucie bycia lepszym od innych. Wiem, że i Tobie nie o to chodziło. Dla mnie bardzo ważne jest to, że moja córka jest tam sama w sobie ogromną wartością, że szanowane są jej potrzeby i indywidualny rytm rozwoju. Wiem, że nikt nie przeszkadza jej w budowaniu siebie, tylko obserwuje i podąża za nią. Widzę, jak rośnie i wcale nie chodzi mi o milimetry przybywające na wysokość! Dwa tygodnie była przedszkolakiem, gdy oświadczyła mi, że sama założy bluzkę! Gimnastykowała się przy tym z dziesięć razy, zaczynając z zacięciem i uporem za każdym razem od początku, bo nie tak jej to wychodziło, jakby chciała. Ogromną radością było towarzyszyć jej w tych zmaganiach i sukcesie, który w końcu odniosła. Założyła sama bluzkę a radość iskrząca w jej oczach pozostała dla mnie niezapomnianym wrażeniem. Byłam zaskoczona, szczęśliwa i uświadomiłam sobie, że sama nie wpadłam na to, by jej tego wcześniej nauczyć, bo myślałam, że sobie jeszcze z tym nie poradzi. Wciąż się tego uczę Mario. Ciągle staram się przestać zakładać, że moje dzieci są jeszcze takie małe i muszę je wyręczyć. Twoja metoda jest w tym doskonała. Wytrwale staram się więc nie przeszkadzać dzieciom w rozwoju tak samo jak panie nauczycielki nie przeszkadzają mojemu dziecku, kiedy pracuje. Wciąż zdobywam się na coraz więcej zaufania i cieszy mnie ogromnie, jak widzę, że to procentuje. Razem gotujemy i przygotowujemy posiłki. Czasami wstrzymuję oddech, jak widzę, że szklanka samodzielnie zanoszona na stół, rozbija się o ziemię. Dzięki Tobie wiem, że ta stłuczona szklanka może być doskonałą okazją do rozmowy  nie tylko o tym, co zrobić, by więcej takie zdarzenie nie miało miejsca, ale także może nas skłonić do rozważań o właściwościach szkła i wymyślenia razem, jak to teraz posprzątać.

Rozpiera mnie radość, gdy dostrzegam, jak moja trzyletnia Ola zaczyna przenosić zasady panujące w przedszkolu do domu. Jakie to było zaskakujące, jak nagle jej malutka rączka znalazła się na moim ramieniu sygnalizując potrzebę mojej uwagi w momencie, gdy rozmawiałam z babcią. Bo pedagogika Montessori to przecież nie tylko przedszkole. Od kiedy staramy się być wierni Twoim zasadom, uczę się obserwować swoje dzieci. Rozumiem, że przechodzą one różne okresy wrażliwości i staram się tego nie przeoczyć. Pozwalam im na „maksymalny wysiłek” i stoję obok… Nie przeszkadzam.

Cieszę się, kiedy moje dziecko wieczorem mówi mi, że gdy zasypia w przedszkolu, zawsze któraś z Pań nauczycielek, tak samo jak ja przed snem, głaszcze je po główce. Jestem ogromnie wdzięczna za takie drobne, a jakże wielkie gesty dobroci wobec córki. Czuję w głębi serca, że moje dziecko zaufało i wierzy w dobro miejsca, do którego zaprowadzam je każdego poranka. Ja też ufam…

Jak już Ci wspomniałam Mario, mam dwójkę dzieci. Radek, mój półtoraroczny synek na pewno zauważył, że jego starsza siostra zmieniła swoje postępowanie w stosunku do niego od kiedy została przedszkolakiem. Stała się bardziej opiekuńcza, wyrozumiała i pomocna. Bardzo cenię przedszkole Montessori za to, że w klasie dzieci różnią się wiekowo. Dzięki temu dzieci starsze i młodsze uczą się współistnienia, interakcji i wzajemnego szacunku. To działa w przedszkolu i procentuje w domowym zaciszu. Wzruszam się, gdy moja starsza córka siada obok brata i mówi : „Chodź, pokażę Ci, jak ułożyć wieżę”. Później obserwuję tylko, jak dużo starań wkłada w to, aby brat ją zrozumiał i z zachwytem zauważam rosnące w nim zainteresowanie i zamiłowanie do siostry. Moje matczyne serce raduje się…

Jako lekarz, nie miałam najmniejszych problemów z dyskryminacją płci, której Ty doświadczyłaś na studiach. Zmagałaś się z tak wieloma trudnościami w życiu, doświadczając zła od innych, a mimo to znalazłaś w sobie ogromną siłę, by nieść bezwarunkowe dobro dla innych. Jestem pełna podziwu dla Twojej pracy z dziećmi będącymi pacjentami szpitala psychiatrycznego. Ocieram łzy wzruszenia na myśl o tym, że oderwałaś guzik z własnego fartucha podając go osłupiałemu chłopcu, by dać mu jakiś przedmiot do zabawy. Oczy szklą mi się, gdy dociera do mnie, że byłaś pierwszą osobą, która pokazała tym chorym dzieciom chociażby deszcz. Jak siłaczka walczyłaś o należną im godność i poszanowanie ich wartości. Osiągnęłaś ze swoimi dziećmi, bo tak o nich mówiłaś, bardzo dużo. Celowo piszę, że były to Twoje dzieci Mario, bo wiem, że każde dziecko w jakiś sposób postrzegałaś jako swoje. Musiałaś tak czynić, bo serce miałaś pełne miłości i dobra dla każdej napotkanej małej istoty. Giovanni, jeden z uczniów Twojej wioski dziecięcej, stał się dla mnie przykładem pokazującym piękno i skuteczność Twojej pedagogiki. Chłopiec ze skrajnie biednej rodziny, bez szans na godne życie-wydawałoby się, dostał od Ciebie prawdziwy dar. Pod Twoim czujnym okiem rozwinął się do tego stopnia, że to on sam zaprowadził ład i porządek w swoim rodzinnym domu, stając się po latach wykształconym, dobrym i wrażliwym człowiekiem. Jestem pełna podziwu dla tego, z jaką determinacją walczyłaś o to, aby świat dowiedział się o Twojej metodzie. Przykro mi, że los nie oszczędził Ci trosk i zmartwień. Nie umiem sobie nawet wyobrazić Twojego bólu, gdy zmuszono Cię do życia z dala od własnego dziecka. Tym bardziej podziwiam Cię za to, że nie ugięłaś się nigdy i dzięki temu dzisiaj mamy tak wiele wspaniałych szkół i przedszkoli Montessori.

„Szukam nauczyciela i mistrza

niech przywróci mi wzrok słuch i mowę

niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia

niech oddzieli światło od ciemności”

             Dzięki Tobie Mario odzyskałam wzrok – obserwuję swoje dziecko i widzę to, czego normalnie nie potrafiłabym dostrzec. Słucham i potrafię usłyszeć nawet piękno płynące z ciszy. Staram się mówić językiem pełnym zrozumienia i ciepła, z ogromną radością świadomego używania tych słów w stronę wpatrzonych w moje oczy dzieci. Jesteś moim nauczycielem i mistrzem w tej trudnej ale najpiękniejszej z możliwych dróg rodzicielskiej troski, miłości i towarzyszenia moim dzieciom w ich niepowtarzalnym, wyjątkowym rozwoju. Dziękuję Ci za to, że nigdy się nie poddałaś. Wiem, że Twoje życie było usłane wieloma przeszkodami i dramatami jako kobiety i matki, ale jestem Ci niezmiernie wdzięczna za to, że mimo wielu przeciwności losu stworzyłaś coś ogromnie ważnego i niepodważalnie dobrego. Dziękuję!

Wdzięczna Martyna